Nowa stara wojna.
W obliczu tragedii dla ludności cywilnej trwającej obecnie
na Ukrainie, cały zachodni świat nie zostawia suchej nitki na Rosji. Putina
nazywa się psychopatą, a samych Rosjan bandytami. Choć potępiam ten atak,
powala mnie jednostronny przekaz przyczyn obecnych wydarzeń. Retoryka
zachodnich mediów (niezmienna chyba od czasów Reagana) jest taka, że będąca
źródłem wszelkiego zła Rosja (ciężko na to miano pracująca) targnęła się
zupełnie bez powodu na wolne ludy Europy, więc odwiecznym obrońcom światowego
porządku, takim jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania nie pozostaje nic
innego, jak ją powstrzymać. To, że Rosja jest dzisiaj okupantem każdy
widzi, natomiast nie każdy chce widzieć, że Rosja od lat toczy kolejną zimną
wojnę (którą notabene przegrywa) tym razem z koalicją Zachodu pod
zwierzchnictwem dyżurnego światowego agresora jakim są Stany Zjednoczone. Mimo,
że kraje starej Unii stale zacieśniają więzy gospodarcze z Rosją, to
równocześnie zabezpieczają się przed jej ekspansywną polityką, przesuwając
swoje sojusznicze wojska coraz bliżej jej granic, (odpychając od siebie
ewentualne zagrożenie poprzez tworzenie z mniej znaczących krajów
środkowo-wschodnich bufor, mający zatrzymać Putina, gdy jego cierpliwość się
skończy).
Jedni twierdzą, że atak sprzed kilku dni to zwykły szantaż
szaleńca, wroga pokoju, który chce się zapisać na kartach historii odzyskując
dawne sowieckie wpływy, inni, Ci mniej liczni, uważają, że przywódca Rosji
został postawiony pod ścianą (mimo zamrożenia kwestii przyjęcia Ukrainy do
NATO, dozbrajanie jej przez USA, Wielką Brytanię i Turcję w ostatnich latach
przyniosło efekt, co widać po kilku dniach mocnego oporu stawianego siłom
rosyjskim, więc można zakładać, że Rosjanie uznali ten czas za ostatni moment
na udaną interwencję zbrojną). Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Stany
Zjednoczone (szerzące z marnym skutkiem pokój i demokrację na świecie) kierują
obecnie swoje siły głównie w kierunku rywalizacji z Chinami i nie są zainteresowane
kolejnym konfliktem (choć słyszałem też twierdzenie, że dzisiejsza batalia to
cicha wojna między tymi graczami rękami Rosjan i Ukraińców). Z drugiej strony
decyzja Putina o napaści na Ukrainę, skutkująca poważnymi kłopotami dla całej
Europy, jest dla gabinetu Bidena jak złapanie głębokiego oddechu (szczególnie
po niedawnym wycofaniu się z Afganistanu). Już samo obnażenie przez Rosję
swojej słabości, poprawia notowania chwiejącej się gospodarczo Ameryki.
Podobnie jak kłopoty reszty Europy, choćby te energetyczne.
Nie zamierzam potępiać Amerykanów czy Niemców za realizację
własnych interesów, lub tym bardziej bronić Rosji za rozpętanie wojny, nie
zgadzam się jednak z tą narracją jakoby do wojny doprowadził jeden szaleniec,
żądny krwi Ukraińców. Każda wojna jest bezsensowna i w każdej giną niewinni
ludzie, sugerowanie jednak, że Putinem kieruje zwykła nienawiść jest bzdurą.
Rosja jest bezwzględna, jednak - jak na razie - prowadzi wojnę w sposób mało brutalny i niszczycielski (przynajmniej tak to odbieram w momencie publikacji posta), dlatego wojna jeszcze trwa. Oby frustracja z braku postępów nie skłoniła go do
użycia bardziej radykalnych środków i ukraińskich miast nie spotkał podobny los
jak Warszawy czy Drezna w poprzednim wieku.
Najgorsze, że te różne tezy płyną z ust polityków, którzy
znają przywódcę Rosji nie od dziś, mimo to prowadzili z nim przez lata
interesy, przymykając oczy na jego metody działania. Jakże mogłoby być inaczej
skoro większość z nich reprezentuje narody mające na sumieniu setki tysięcy
ofiar cywilnych, zabitych w konfliktach wywołanych w różnych rejonach świata
(Wietnam, Irak, Afganistan, Jugosławia, Libia) i to już po II wojnie światowej,
która miała być ostatnią. Na własne oczy widziałem pomniki bombardowania
Belgradu przez siły koalicji NATO, gdzie zginęły tysiące bezbronnych
mieszkańców miasta – tamte ofiary uznano jednak jako niezamierzone. Dzisiejsze
ofiary bez jakiegokolwiek uzasadnienia określa się mianem ludobójstwa. Umyślnie
zabijają tylko oponenci Zachodu, jednak w żadnym wypadku Zachód (w tym samym
czasie gdy na Ukrainę spadały pierwsze pociski, Izrael również przez nikogo
powstrzymywany bombardował obiekty w Syrii).
Czy Ukraina jest przypadkową ofiarą? Raczej ofiarą własnych
dążeń (do których ma niezbyte prawo) i cudzych obietnic. Putin od lat ostrzegał,
że granica Ukrainy jest granicą, której nie pozwoli pokonać zachodnim wpływom.
Czy przypieczętował tą napaścią koniec swojego panowania w Rosji? Nie odpowiem
na to pytanie, choć mocno się przeliczył i niestety nie zostało mu za wiele opcji
(miejmy nadzieję, że jego otoczenie nie pozwoli mu odejść z hukiem). To, że
jego niedawni sojusznicy (krajowi i zagraniczni) wykruszają się w błyskawicznym
tempie daje pewne wskazówki co do kierunku przyszłych wydarzeń (Niemcy, które
uległy naciskom i ruszają z pomocą Ukrainie prawdopodobnie mają zapewne plan B
i jak wynika ze sposobu wypowiadania się niemieckich polityków obmyślają już
możliwe scenariusze sojuszu z nową postputinowską administracją tego kraju). Co
z tego wyniknie dla Polski (stawiającej się dzisiaj ponownie w roli Chrystusa
narodów) zapewne niewiele dobrego.
Komentarze
Prześlij komentarz