Posty

Kiedy większość zaczyna myśleć za nas.

Obraz
     W demokracji przyzwyczailiśmy się wierzyć, że największym zagrożeniem dla wolności jest władza. Król, dyktator, partia, urzędnik, aparat państwa – historia dostarczyła nam wystarczająco dużo dowodów, żeby tak uważać. Istnieje jednak inna władza, znacznie mniej złowieszcza, której powinniśmy się obawiać. Nie przychodzi nocą, nie wyważa drzwi, nie zabiera nikogo na przesłuchanie. Działa powoli, ale skutecznie, aż pewnego dnia całkowicie się jej poddajemy. Zaczyna mówić naszym głosem, a my przestajemy odróżniać go od własnego. Ta władza to opinia większości.    W miarę jak obywatele stają się sobie coraz bardziej równi, przestają widzieć w innych ludziach (i w całych warstwach społecznych) naturalne autorytety. W tej samej chwili rośnie jednak wiara w masy, a opinia publiczna zaczyna obejmować rządy nad światem. Jak pisał Tocqueville, opinia zyskuje w społeczeństwie demokratycznym bez porównania większe znaczenie niż gdziekolwiek indziej. I nikt specjalnie s...

Życie na pokaz

Obraz
  Ktoś zapytał mnie ostatnio, czy nie chciałbym zająć się tym na poważnie. Pisaniem, nagrywaniem relacji z podróży i rozwijaniem mediów społecznościowych. Odpowiedziałem, że nie wiem, choć kusiło mnie, żeby powiedzieć: Tak. Na szczęście rozsądek wziął górę nad moim ego, choć nie było to łatwe. Bo cóż właściwie znaczy zająć się czymś na poważnie? Zazwyczaj oznacza zamianę tego, co sprawiało przyjemność, w kolejny obowiązek. A tych, mimo wszelkich prób optymalizacji własnego czasu, mimo całej elastyczności i nadrabiania zaległości kosztem snu, mam już aż nadto (zresztą brak czasu to nie jedyny powód, ale o tym później). Poważne zajęcie się choćby wspomnianym pisaniem zostawiam więc konkurencji, która jest niemała. Czasem mam wrażenie, że dziś więcej ludzi pisze, niż czyta. Każdego roku na świecie ukazują się miliony nowych książek i setki milionów artykułów. Do tego dochodzą poradniki, podcasty, filmy, rolki i transmisje na żywo. Treści przybywa szybciej niż odbiorców. Ludzie m...

Kurs utracony

Obraz
    Wielu z nas ma wrażenie, że ten kraj dryfuje w nikomu nieznanym kierunku. Zadajemy sobie pytanie: Czy ta łajba w ogóle ma ster? A jeśli tak, to czy Ci, którzy go trzymają, obrali kurs zgodny z interesem pasażerów? Coraz rzadziej pytamy za to: dokąd płyniemy? Chyba przestaliśmy wierzyć, że mamy na to wpływ. Zastanawiamy się tylko po cichu, czy zdążymy znaleźć miejsce w szalupie. Przestaliśmy wierzyć w Polskę jako wspólnotę. Przestaliśmy wierzyć w ruchy społeczne i obywatelską solidarność. W siłę manifestacji i protestu. Ale jak tu wierzyć w samorządność i oddolne inicjatywy, skoro ich liderzy tak często kończą jako polityczne przystawki tych, przeciwko którym jeszcze chwilę wcześniej protestowali, a same protesty przypominają akcje autopromocji, a nie narzędzie w rękach walczących o swoje racje zwykłych ludzi?     Przestaliśmy wierzyć w państwo. Nie dlatego, że jest słabe, lecz dlatego, że jego siła zbyt często objawia się wobec tych, którzy mają najmniej możliw...

Od własności do dostępu

Obraz
         Kilkanaście dni temu Sony poinformowało, że od stycznia 2028 roku zakończy produkcję pudełkowych wersji gier na swoje konsole. Jednocześnie potwierdziło wcześniejsze zapowiedzi, że nowa generacja konsoli PlayStation 6 zostanie pozbawiona napędu DVD. Decyzja wywołała falę krytyki części graczy, a internetową petycję wzywającą firmę do zmiany stanowiska podpisały już setki tysięcy z nich. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że chodzi wyłącznie o sentyment kolekcjonerów, którzy nie postawią na półce kolejnej gry. W rzeczywistości stawka jest znacznie większa. Koniec fizycznych nośników oznacza likwidację rynku wtórnego (który dotąd skutecznie regulował ceny gier używanych i nowych, także tych wydawanych w wersji elektronicznej) oraz przekazanie producentowi pełnej kontroli nad ich dystrybucją. To co najbardziej jednak mnie niepokoi, to powolne zmierzanie w kierunku świata, w którym klient przestaje być właścicielem produktu, a staje się jedynie je...

Zdrów jak ryba

Obraz
      Płynąc przez norweskie fiordy w pewnym momencie zauważyłem kilometrową żółtobrunatną wstęgę (wtedy jeszcze nie wiedziałem czego) unoszącą się na morskiej wodzie. Później zobaczyłem pierwszą na swojej drodze farmę łososi i od razu zacząłem podejrzewać, że są ze sobą powiązane. Nie myliłem się – choć pasza dla hodowanych w klatkach ryb, jest produkowana tak, aby opadać na dno fiordu, tłuszcz, który spaja granulat wypływa ostatecznie na powierzchnię tworząc plamy, które prądy morskie rozciągają we wspomniane wstęgi. Choć sam tłuszcz nie jest szkodliwy dla środowiska, działa jak lep na wszelkie zanieczyszczenia i mówiąc łagodnie nie stanowi (na tle ciemnej wody fiordów) zbyt atrakcyjnego widoku.     W trakcie mojego kilkugodzinnego rejsu w rejonie Bergen, przepłynąłem obok kilkunastu tego rodzaju farm i postanowiłem się czegoś o nich dowiedzieć. Na pierwszy rzut przebijają się informacje o ich szkodliwości dla wodnego ekosystemu, więc postanowiłem przedstawi...

Gotówki nie przyjmujemy

Obraz
     „Pieniądz jest brzęczącą swobodą” pisał Fiodor Dostojewski we „Wspomnieniach z domu umarłych”. Nawet w opisywanych przez niego sybirskich łagrach pieniądz stanowił namiastkę wolności, gdyż upodleni warunkami życia i pracy aresztanci mogli je wydawać na to, na co mieli ochotę (czytaj na wszystko, co dawało się przemycić do obozu). Jedni kupowali za nie wódkę, inni przegrywali je w karty, jeszcze inni wydawali je na ubrania, jedzenie, lub papierosy. Brzęczące w kieszeni monety były dla nich cenniejsze, niż dla ludzi po drugiej stronie ogrodzenia, gdyż były jedyną wolnością jaką posiadali wewnątrz katorgi.    Nawet w najtrudniejszych czasach kiedy wydatek pieniędzy na jeden, często podstawowy artykuł wiązał się z rezygnacją z zakupu innego, swoboda wyboru była niezaprzeczalna. Właściwie przez całą historię do dnia dzisiejszego pieniądz spełniał tą swoją rolę. Dawał ludziom wolność, pozwalając im realizować marzenia, te przyziemne, jak nowe buty, czy dach nad...

Wolni ludzie w ziemskiej niewoli.

Obraz
      Zawsze tutaj tak wyglądało? Zapytałem jednego Gambijczyka zapoznanego w potwornie brudnym i zatłoczonym mieście Barra. Nie zawsze – odpowiedział Lamin, rzekomy potomek Kunta Kinteh, niewolniczego bohatera narodowego Gambii (podróżując po Senegalu dwukrotnie pokonywałem rzekę Gambię i terytorium tego niewielkiego kraju). Najpierw przyszli biali i zakuli nas w kajdany, zdziesiątkowali nasze klany, a miliony wywieźli za wielką wodę. Gdy już mieli dość niewolników, zajęli się organizowaniem życia tutaj. Ograbili nas, dorobili się i złagodnieli. Zaczęli rozmawiać z nami jak z ludźmi, pytać nas o zdanie, ale były to tylko pozory. Nie mieli dobrych zamiarów. Zawsze wykorzystywali naszą wrodzoną ufność. Biały człowiek nie ufa nawet swojej rodzinie, choćby i nie miał ku temu powodów. Czarny ufa każdemu, kto jeszcze nie zawiódł jego zaufania. Biali zawiedli moich przodków wiele razy – mówił wioząc mnie za niewielką opłatą do wioski Albreda, skąd łodzią popłynęliśmy na wyspę J...