Gotówki nie przyjmujemy

 


   „Pieniądz jest brzęczącą swobodą” pisał Fiodor Dostojewski we „Wspomnieniach z domu umarłych”. Nawet w opisywanych przez niego sybirskich łagrach pieniądz stanowił namiastkę wolności, gdyż upodleni warunkami życia i pracy aresztanci mogli je wydawać na to, na co mieli ochotę (czytaj na wszystko, co dawało się przemycić do obozu). Jedni kupowali za nie wódkę, inni przegrywali je w karty, jeszcze inni wydawali je na ubrania, jedzenie, lub papierosy. Brzęczące w kieszeni monety były dla nich cenniejsze, niż dla ludzi po drugiej stronie ogrodzenia, gdyż były jedyną wolnością jaką posiadali wewnątrz katorgi.

   Nawet w najtrudniejszych czasach kiedy wydatek pieniędzy na jeden, często podstawowy artykuł wiązał się z rezygnacją z zakupu innego, swoboda wyboru była niezaprzeczalna. Właściwie przez całą historię do dnia dzisiejszego pieniądz spełniał tą swoją rolę. Dawał ludziom wolność, pozwalając im realizować marzenia, te przyziemne, jak nowe buty, czy dach nad głową, po te bardziej wyszukane, jak polowanie na tygrysy w Indiach, czy własny samolot. Przy wszelkich ograniczeniach jakie nakładała na nas własna sytuacja ekonomiczna, władze i społeczeństwo, swoboda tego, na co wydawaliśmy swoje pieniądze, była jedną z podstawowych wolności. Próbowano ją co prawda limitować prawnie, ale robiono to ograniczając dostęp do pewnych artykułów i usług (alkohol, literatura, hazard, nierząd), jednak nie decydowano, na co ostatecznie obywatel wydał pieniądze. Dlaczego nie? Gdyż nie posiadano narzędzi by to kontrolować. Wpadała więc garstka i dostawała po łapach, ale machina nielegalnego handlu kręciła się nadal.

   Dziś sytuacja się odwróciła. Dziś władze posiadają już narzędzia, nie tylko by kontrolować każdy nasz wydatek, ale by go zablokować. Brakuje tylko jednego elementu, likwidacji fizycznej gotówki. Pełną parą zmierzamy do punktu, w którym utracimy kontrolę nad tym, na co chcemy wydać pieniądze, oddając te decyzję regulatorom. Likwidacja fizycznej gotówki szybko postępuje. Już tylko około 8-9% pieniędzy świata istnieje w formie papierowej lub monetarnej, reszta to tylko binarny zapis na serwerach. Zarówno wygoda (ułatwiające życie płatności elektroniczne), okoliczności, sytuacja rynkowa (dewaluacja pieniądza przez rządy poprzez nielimitowany jego dodruk – a raczej elektroniczny dopis – powodujący ucieczkę obywateli od przechowywania aktywów w pieniądzu, szczególnie papierowym), przymus (kasy samoobsługowe i automaty, gdzie nie zapłacimy gotówką) oraz regulacje (zmniejszenie limitów wypłat pieniędzy z bankomatów, ograniczenie wysokości transakcji płatniczych przy użyciu gotówki, czy konieczność ich zgłaszania), wszystko to prowadzi nas do sytuacji, w której wszelkie nasze aktywa przyjmą w końcu formę elektroniczną. Wszystkie nasze środki, do ostatniej złotówki będą pod stałą i pełną kontrolą instytucji bankowo–kapitałowych, a pośrednio pod kontrolą władz państwowych i ponadpaństwowych.

   Już dawno temu pieniądz przestał być jedynie środkiem płatniczym, a zaczął być traktowany jako kolejne dobro samo w sobie, napędzając dzisiejszy, bezrefleksyjny, zmonetyzowany świat. Blisko sto lat temu Simone Wail nawoływała do „obniżenia prestiżu pieniądza”, który wyciąga z ludzi to, co najgorsze, ale nie chodziło jej zapewne o jego dewaluację (poprzez tworzenie pustych papierów wartościowych, pompowanie giełdowych baniek i różnego rodzaju malwersacje rodem z Wall Street czy The City), czy utratę fizycznej postaci w miarę rozwoju technologii. Stało się jednak inaczej. Dziś – jak pisał Joel Kurtzman w jednej ze swoich książek – „nowa forma pieniądza jest tylko zdematerializowaną sumą zer i jedynek, przesyłaną światłowodami z jednej stacji przekaźnikowej do drugiej”. Można ją powielać bez ograniczeń, ale możliwości takie mają jedynie instytucje finansowe, które od dekad ich nadużywają, doprowadzając do destabilizacji rynków, dewaluacji pieniądza i w konsekwencji kryzysów. Co bardziej tragiczne, próbują te kryzysy zażegnywać metodami, które do nich doprowadziły, czyli dalszym dodrukiem, w celu zasypywania powstających, spekulacyjnych dziur. To jednak wszystko był tylko wstęp do tego, co stanie się, kiedy pieniądz straci całkowicie swoją papierową, nierejestrowaną i niepozostawiającą cyfrowego śladu postać.

   Proces ten szybko postępuje. Władze wielu krajów świata (wspólnie z bankami i przemysłem technologicznym) szukają alternatywy dla resztki fizycznej gotówki, jaka pozostała w obrocie (ma to być także alternatywa dla powstających na potęgę kryptowalut). Obecnie trwają prace nad CBDC (cyfrowym pieniądzem emitowanym przez banki centralne), który miałby zastąpić papierowe banknoty. Taki pieniądz (niezależnie od formy elektronicznego nośnika, na którym będzie się znajdował: chip, brelok, pager z kartą SIM) nawet jeśli umożliwi transakcje offline pomiędzy kupującym i sprzedającym, będzie pod całkowitym nadzorem banków, instytucji państwowych i korporacji dostarczających technologie, które teoretycznie będą mogły zrobić z nim wszystko, jeśli zajdzie taka „wyższa” potrzeba. Złamanie umowy społecznej można przecież uzasadnić na szereg sposobów. Sytuacja nadzwyczajna, cel publiczny, prewencja, bezpieczeństwo Państwa, interes społeczny. Pandemia pokazała jak można obejść się z nieposłusznym obywatelem – przykładem jest Kanada, w której w 2022 roku protestującym przeciwko obostrzeniom zamrożono konta bankowe. Czym jest elektroniczna smycz przekonał się też niedawno jeden francuski sędzia, któremu zablokowano karty kredytowe na polecenie D. Trumpa, po tym jak wspomniany sędzia wydał nakaz aresztowania B. Netanjahu, gdyby ten postawił stopę na francuskiej ziemi. Te nieśmiałe kroczki to tylko jaskółki przyszłej rzeczywistości.

   Twój dyskomfort związany z brakiem anonimowości powinien dać Ci do myślenia. Inwigilacja nie będzie służyć w nieskończoność jedynie marketingowemu profilowaniu. Będzie miała realne konsekwencje. „Dziś doradzimy Ci co kupić, a czego nie kupować, jutro będziemy o tym decydować”. Nie będziesz musiał nawet narażać się władzy, po prostu możliwość zakupu określonych towarów zostanie Ci ograniczona (dla dobra twojego, lub dobra ogółu oczywiście). Jeśli więc do tego momentu (po zapłaceniu wszystkich ekopodatków) będzie Cię jeszcze stać na takie luksusy, jak tytoń, tłuszcze nasycone czy cukier w kostkach, przy próbie zakupu 2 paczki papierosów, albo 5 burgera w tym miesiącu, możesz się rozczarować. Sytuacja jeszcze bardziej się skomplikuje, gdy twoja postawa, zachowanie czy poglądy będą kolidować z przyjętymi normami społeczno-politycznymi. Zostaniesz szybko sprowadzony na ziemię, otrzymując zakaz pewnych form działalności i ekspresji – w innym wypadku twoje środki zostaną zamrożone, albo gorzej, zarekwirowane. Nie musi to wszakże sięgać od razu dyrektyw rządowych. Przykładowo, możliwe, że za twoje skrajne poglądy, jakaś sieć handlowa (mocno utożsamiająca się z powszechnie panującą poprawnością polityczną), w ramach osobistych sankcji zablokuje Ci możliwość zakupu ich towarów, a za jej przykładem pójdą inni. Staniesz się konsumpcyjnym wyrzutkiem. Jeśli te moje mroczne wizje Cię przerażają, przestań czytać, bo to jeszcze nie koniec.

   Prędzej czy później gotówka zniknie, pytanie brzmi tylko: czy zdołamy się jakoś zabezpieczyć przed tego negatywnymi skutkami? Patrząc na to, jak bezkrytycznie ulegamy wszelkim technologicznym nowościom, śmiem wątpić (dotyczy to nie tylko konsumentów, ale także naszych przedstawicieli). Nie twierdzę, że nowe technologie powstają do jakichś niecnych celów (one po prostu powstają), ale zbyt często do takich celów były wykorzystywane. Myślę o tym, patrząc na apetyt właścicieli Bigtechów (wczoraj dostarczających technologie i oprogramowanie, a dziś aspirujących do sprawowania realnych rządów) i szalonych autokratów, których w kółko wydaje historia (a którzy nigdy wcześniej w historii nie posiedli narzędzi do prowadzenia totalnej inwigilacji i sprawowania totalnej kontroli nad jednostką). Można się tylko domyślać, w jaki sposób zostanie wykorzystana nieograniczona władza kreowania środków i decydowania o ich przepływach (nawet tych detalicznych) w jedynej dostępnej elektronicznej postaci. Może się zdarzyć, że będzie można wymienić go tylko na określone dobra (przybierze więc formę elektronicznych kartek, którymi posługiwano się za komuny). Albo, co gorsza, stanie się on terminowy. Trzeba będzie go wydać do końca okresu rozliczeniowego, inaczej przepadnie jak bonusowe gigabajty w telefonicznym abonamencie. Gdy do tego dojdzie, ludzie otoczą się całą masą niechcianych przedmiotów i artykułów będąc przy tym biedniejszymi i bardziej zniewolonymi niż kiedykolwiek.

   Oczywiście większość z tego może się nie wydarzyć, ale po mojemu, wszystko powoli zmierza (i będzie zmierzać) w tym kierunku: w imię wygody konsumentów, w imię nowoczesności i elastyczności, w imię przejrzystości transakcji, ograniczeniu przestępstw gospodarczych i praniu brudnych pieniędzy, w imię przeciwdziałania przemocy, mowie nienawiści i całej masy argumentów – wydmuszek promowanych przez media, polityków i lobbystów technologicznych gigantów. Gdy już transformacja dobiegnie końca, a superkomputery zbiorą o nas ostatnią cząstkę informacji, na kim skupi się cały ciężar przyszłych nowych regulacji, nakazów, zakazów i ich bezwzględnego egzekwowania za pomocą elektronicznych systemów wsparcia? Nie na milionerach (którzy odpowiednio zabezpieczą swoje interesy), a na szarej jednostce, bezbronnej wobec nowego, zerojedynkowego systemu nadzoru.

    Ktoś powie, że panikuję. Dziś można zapłacić BLIKiem dilerowi, albo w Dark Internecie kupić przy użyciu karty kredytowej egzotycznego węża, który dotrze do nas z innego kontynentu w styropianowym pudle i nikogo to nie obchodzi. Błąd, nie ma obecnie mocy obliczeniowych, aby to kontrolować, ale wszystko w swoim czasie. Pełna swoboda wydatkowania swoich pieniędzy zniknie bezpowrotnie, a regulacje dotkną każdego, komu do dziś udawało się pozostawać anonimowym. Zadbają o to cyfrowi śledczy (na myśl przyszli mi policjanci, ale to nie oni będą śledzić i łapać przyszłych „przestępców”, zrobią to algorytmy). I choć na pewno znajdą się sposoby, aby obejść te nowe ograniczenia (handel wymienny, lokalne waluty), pytanie brzmi czy chcemy się na to godzić? Czy chcemy całkowicie wyzbyć się swojej prywatności? Jeśli nie, używajmy gotówki, póki tylko to możliwe. A nuż zburzymy czyjeś - dyktowane zapewne dobrymi chęciami - piekielne plany? Wygoda to nie wszystko, a czasem jej cena jest zbyt wysoka.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Schyłek Europy

Made in China

Człowiek roboczy