Chorzy ludzie i zdrowe interesy (lub odwrotnie).
Wracając do tematu Covid-19 można
by zapytać skąd ruch antyszczepionkowy posiadający promilowe poparcie przed
pandemią obejmuje dzisiaj 1/3 populacji, a próby przymuszania do szczepień (i
nie tylko) napotykają na coraz silniejszy opór. Czy jest to wina propagandy
antyszczepionkowej, (o której uprawianie zapewne zostanę posądzony) czy jednak
wynik oceny sytuacji przez samodzielnie myślących ludzi manifestujących swoje
prawo do samostanowienia? Sprzeciw dla działań podejmowanych przez rządy
(będące pod presją różnego rodzaju organizacji poza i ponadrządowych) ma z
jednej strony podłoże polityczno-ideologiczne, z drugiej jest wynikiem obaw
dotyczących kwestii zdrowotnych. Nadwątlona wiara w uznane instytucje i
środowiska medyczne, które jeśli chodzi o szczepienia - jak i wszystkie inne, związane
z Covid-19 nakazy i zakazy - niekoniecznie wiedzą co robią (nie odnoszę się
tutaj do jednego wybranego kraju), skłania wielu do wyciągania własnych wniosków
na podstawowe pytania: czy szczepienia (ale również mniej inwazyjne lecz mocno
uciążliwe obowiązki stosowania maseczek, płynów dezynfekujących czy unikania
siebie nawzajem) są potrzebne, czy są bezpieczne i czy działają? Już z kolei
przenosząc się na grunt polityki, w przekraczaniu przez rządzących granic ustanowionego
prawa, w których – reprezentując wyborców – zobowiązali się poruszać, nieufni
władzy doszukują się prawdziwych motywacji napędzających tą machinę strachu, zadając
sobie pytanie czy podejmowane kroki służą jeszcze społeczeństwom czy już tylko
samej oszalałej lub co gorsza postępującej z premedytacją władzy.
Łatwo zrozumieć, że wśród
protestujących niewiele jest osób starszych, czy schorowanych. Uważają, że
przyjęcie szczepionki może oznaczać dla nich „być albo nie być”, a nieznane
długofalowe skutki przyjęcia szczepionki nie mają tak dużego znaczenia, ze
względu na ich wiek i stan. Z kolei stosunek liczby tych, którym podanie szczepionki
- wedle przekazywanych do publicznej wiadomości statystyk – uratuje życie, do
tych którym zaszkodzi jest tak duży, że jej podawanie wskazanej grupie
społecznej ma uzasadnione podstawy. Większość przeciwników szczepień (a raczej
ich obowiązku) to rozumie, jednak nie godzi się na forsowanie pomysłu „wyszczepienia”
całej populacji dla rzekomej ochrony grup ryzyka, choćby z tego powodu, że
zaszczepieni przyczyniają się do transmisji wirusa identycznie jak
niezaszczepieni, więc nie jest to żaden argument. Mimo to osoby podejmujące
decyzję o nieprzyjmowaniu szczepionki uznaje się za nieodpowiedzialne, lub co
gorsza współodpowiedzialne za śmierć tysięcy chorych. To, że osoby schorowane
łatwo ulegają infekcjom i ciężko je przechodzą wiadomo było od zawsze, jednakże
do tej pory w celu kontaktu ze swoimi rodzicami i dziadkami nie wykonywaliśmy
serii szczepień, nie mówiąc o używaniu masek, płynów dezynfekujących czy
odpowiedniego dystansu. W przypadku grypy (nie porównując jej do Covid-19)
ekonomia pokazała, że koszty jej leczenia u ludzi zdrowych są mniejsze niż
koszt ich sezonowego szczepienia. Dlatego też – z pewnymi wyjątkami - to nie osoby
zdrowe, a starsze i schorowane, zagrożone ryzykiem ciężkiego i kosztownego
przebiegu choroby, zachęca się do szczepień, zapewniając im częściową lub całkowitą
refundację szczepionki. W przypadku Covid-19 ta logika nie obowiązuje.
Wiadomo, że także ludzie w sile wieku chorują na covid-19, jednak nie zmienia to faktu, że mają prawo decydować czy i w jaki sposób zabezpieczają się przed wirusem. Jeśli ktoś uważa, że szczęśliwym trafem od początku pandemii jeszcze się z nim nie zetknął (według różnych szacunków liczba osób, które miały kontakt z wirusem jest 10-krotnie większa niż oficjalne statystyki) to na pewno nie odradzę mu szczepionki, tym bardziej gdy stan jego zdrowia pozostawia wiele do życzenia. Na własnej skórze przekonałem się, jak działa wirus Covid-19 i skutki tego spotkania odczuwam do dziś. Niezmienne natomiast będę stanowczo popierał protesty przeciwko przymuszaniu kogokolwiek, z tej czy innej grupy wiekowej do aplikacji szczepionki pod groźbą nieprzyjęcia do szkoły, do pracy czy do lekarza. Każdy z nas, chcąc uchronić się przed zakażeniem lub powikłaniami jakie powoduje wirus, może dobrowolnie przyjąć taką ilość dawek preparatu jaką uzna za stosowne, jednakże nie może wymagać tego od innych (swoje stanowisko w tej kwestii opisałem szerzej tekście „Co zniknie najpierw obostrzenia czy demokratyczne państwa prawa?” Od tego czasu kolejne kraje wprowadzają absurdalne rozporządzenia, przykładem jest rząd Austrii, który zamierza karać więzieniem swoich obywateli za odmowę przyjęcia szczepionki. Niestety w Polsce także nie brakuje polityków mających podobne zapędy (jak Prezydent Wałbrzycha, który próbował wprowadzić przymus szczepienia dla wszystkich dorosłych mieszkańców wspomnianego miasta, co na szczęście uniemożliwił wojewoda dolnośląski). Jeśli chodzi o dopuszczanie podawania omawianych preparatów niepełnoletnim (i stopniowego przesuwania granicy wieku w dół) czy można dziwić się rodzicom, którzy nie godzą się na tego rodzaju eksperymenty na swoich dzieciach? Czym innym jest ponoszenie ryzyka powstania powikłań po zaszczepieniu dziecka sprawdzonymi preparatami przeciw chorobom, realnie zagrażających ich życiu jak gruźlica, żółtaczka, odra czy polio, natomiast zupełnie czym innym jest podawanie im niesprawdzonych preparatów na chorobę, którą przechodzą praktycznie bezobjawowo (preparatów produkowanych przez firmy, którym wielokrotnie w przeszłości udowodniono winę za powstanie negatywnych skutków dla zdrowia i życia pacjentów po zastosowaniu ich leków, co napawa jeszcze większym niepokojem, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w przypadku preparatów na Covid-19 firmy te zostały zwolnione z ponoszenia odpowiedzialności za skutki uboczne przyjmowania omawianych preparatów).
Co do kwestii politycznej, skąd
wynika sprzeciw dla podejmowanych działań? W krajach o wysokim stopniu „wyszczepienia” obywateli szaleją kolejne fale, a obywateli zamiast leczyć dostępnymi lekami kolejny raz
zamyka się w domach. Pojawiła się kolejna mutacja wirusa - i choć naukowcy
uspokajają - brak jest pewności, czy produkowane preparaty ochronią przed nią
dostatecznie. Koncerny farmaceutyczne jednak już zapowiedziały, że w przeciwnym
razie w ciągu 3 miesięcy odpowiednio zmodyfikują swoje medykamenty również pod
ten wariant. Nie zmienia to faktu, że do dnia dzisiejszego wyprodukowano już
prawdopodobnie wystarczająco dawek obecnie wstrzykiwanych wersji preparatów dla
całej populacji świata (które trzeba będzie zużyć, co nie powinno być problemem
dla zarządzających dystrybucją, gdyż ciągle brakuje ich dla chętnych w krajach
najbiedniejszych). Z kolei w krajach wysokorozwiniętych obawiający się o swoje
zdrowie obywatele przyjęli 1, 2 lub 3 dawki szczepionki zabezpieczając się
przed zachorowaniem (bądź przynajmniej ciężkim przebiegiem choroby), podaż jednak
już dawno przewyższyła popyt, więc nieustannie trwają naciski na zaszczepienie
pozostałych niezdecydowanych, a także dzieci, którym choroba właściwie nie
zagraża. Banki pędzą z ratunkiem dla zadłużających się państw drukując wciąż
nowe pieniądze, ludzie biednieją (co to jednak znaczy przy zagrożeniu ze strony
wirusa), koncerny branży medycznej mają się świetnie (nie wszystkie, dla
przykładu Bayer AG odnotowuje spadki największe od 10 lat między innymi
dlatego, że szczepionka, nad którą pracowali wspólnie z CureVac okazała się niewypałem).
Gwałtownie rośnie także liczba sprzedawanych różnego rodzaju instrumentów
finansowych opartych na wszystkim, co potrzebne do walki z covid-19, inwestorzy
(także Ci zaszczepieni) liczą na długofalowy zysk, choćby za cenę ograniczenia
wolności obywatelskich (załączony obrazek jest reklamą papierów wartościowych funduszu
emitowanego przez UniCredit Bank AG opierającego się na akcjach firmy Pfizer i
Bayer - źródło: materiały promocyjne biura maklerskiego banku Pekao). Takie zabiegi można nazwać chichotem
światowej finansjery, gdzie przyjmujący szczepionki, będą jednocześnie
inwestować w nie swoje pieniądze, stając się orędownikami nowego produktu firm
farmaceutycznych, które o więcej nie mogły prosić, gdyż jak wiadomo zadowolony
pacjent, użytkownik, klient najlepszą reklamą. Wielu zapewne stwierdzi, że
maluję przekłamany obraz świata, jednak taki obraz maluje się sam ze wszystkich docierających
od wielu miesięcy alarmujących informacji, które jawnie pokazują, że troska o
społeczeństwo, która może w początkach pandemii przyświecała podejmującym
decyzje zeszła na drugi plan, pozostając tylko pretekstem do ucisku całych
narodów i okazją do zarobku w rękach światowego biznesu.
Komentarze
Prześlij komentarz