Żelazna waluta
Mojej uwadze umknęła jakoś informacja o zmianie składu krajowych
drobnych (oczywiście na gorszy), która miała miejsce w ostatnich latach. Zapewne
dlatego, że nie chwalono się tym w głównych wydaniach popularnych dzienników
telewizyjnych. Dlatego też mocno zdziwiłem się, gdy przypadkiem zauważyłem, że złotówkę
z 2023 roku przyciąga magnes tablicowy. Zanim zacząłem szukać informacji w
Internecie zrobiłem sobie mały test wykorzystując zawartość słoika, do którego
od jakiegoś czasu wrzucałem bilon zbierany po całym domu. Stwierdziłem, że wszystkie
monety od złotówki w dół wybijane po 2020 zachowują się identycznie w reakcji
na magnes jak wcześniej wspomniana złotówka, co można zobaczyć na załączonym
przeze mnie filmiku.
Wydawać by się mogło, że psucie waluty poprzez
domieszkowanie bitych ze złota, srebra czy miedzi monet łatwiej dostępnymi, a
przez to tańszymi metalami skończyło się wieki temu. Nic bardziej mylnego. Widać,
że nawet dziś, kiedy posługujemy się głównie nieposiadającym fizycznej
wartości pieniądzem papierowym (lub coraz częściej elektronicznym) można zaoszczędzić
na produkcji dodając do wybijanych monet tańszych zamienników, na przykład
żelaza.
Niby nic strasznego, skoro obecne waluty stały się tylko
środkami płatniczymi, których ilość w obiegu nie odzwierciedla w żaden sposób bogactwa
poszczególnych krajów. Działanie to wpisuje się przecież także świetnie w
obecną ogólnoświatową politykę monetarną, gdzie dodruk miliardów dolarów, euro
czy złotych nikogo już nie bulwersuje, mimo że większość biednieje z tego
powodu z miesiąca na miesiąc. Jeśli chodzi o rodzime podwórko to psucie monety odzwierciedla
długofalową politykę psucia czego popadnie, a przede wszystkim stan gospodarki
naszego kraju, w którym rządzący chwytają się coraz to nowej brzytwy by wiązać
koniec z końcem (jak się okazuje obecna władza pomysł podłapała od
poprzedników, którzy już w 2014 roku zamiast używać czystego stopu metali zaczęli
wytwarzać 1-, 2- i 5-groszówki ze stali powlekanej droższym stopem
mosiądzu. Od trzech lat wybijają więc podróbki dawnych monet o nominale 10, 20,
50 groszy i 1 złoty, których wnętrze wykonane jest ze stali pokrytej jedynie cienką
warstwą niklu. Zapewne ich równie oddanym Narodowi następcom przyjdzie
dokończyć dzieła podrabiając monety 2 i 5 złotych).
Nie wiem jak wielką sumę pieniędzy rządzący są w ten sposób w stanie zaoszczędzić, że podejmują się takich posunięć, naruszając ostatnią namiastkę fizycznej wartości lokalnej waluty, której siła nabywcza również dzięki
ich działaniom leci na łeb, na szyję. Dziwi mnie to o tyle, że przecież
dla obecnej władzy – przynajmniej wedle ich deklaracji – tak ważne są wszelkie symbole
Polskości. No, ale skoro nie widać różnicy to po co przepłacać. Pomniki z brązu
też można przetopić i pod osłoną nocy zastąpić stalowymi replikami pokrytymi
warstewką droższego metalu – można by w ten sposób odzyskać kilkaset ton cennego
surowca i spożytkować na jakiś nowy program z plusem w nazwie. Ale dość tego narzekania - są przecież w końcu
pozytywy tej sytuacji – z czasem, gdy przetopią już wszystkie stare monety, nowe będzie można wyławiać je z fontann bez zamoczenia choćby jednego palca, wystarczy
wędka z magnesem. Trzeba jednak będzie robić to regularnie by w międzyczasie złotówki
nie skorodowały jak zwykłe gwoździe.
Komentarze
Prześlij komentarz